Wspomniane w poprzednim wpisie jedzenie i środki podtrzymujące jego świeżość odbiły się na mojej skórze w postaci ostrej pokrzywki.. Postanowiłem wybrać się do lekarza statkowego.  Aby dostać się do medical center muszę zejść 3 piętra w dół i iść jakieś 500 metrów prosto na decku 0.  Wizyta trwała 10-15 minut ( łącznie z okresem oczekiwania ) czyli jakieś 10% całego czasu jaki tracimy na wizyty u lekarza w Polsce. Dostałem 6 lekarstw.  Steryd Prednisone, Leki na alergie, osłonowe na żołądek, na noc antyhistaminowe, magnez oraz hydrokortyzon do smarowania..  Po przyjęciu wszystkich na raz według zalecenia lekarza moje ciało świeciło w nocy sterydami. Uczulenie i tak nie schodzi a już kilka dni po stosowaniu leków.. zobaczymy co będzie dalej.  Jeżeli będzie się pogarszać to wyślą mnie emergency do Polski. Cały drugi tydzień mieliśmy zakaz wychodzenia na ląd. Większość czasu spędziłem na rozmyślaniu i chodzeniu po statku. Muzycznie gramy codziennie po 4,5 godzin w lobby. Scena ulokowana jest na drugim piętrze lobby. Akustyka jak studnia. Lobby w górę ciągnie się na 12 pięter, z każdego piętra można nas słuchać lub oglądać. Wydawałoby się , że w lobby nie ma ludzi ale pozory mylą. Codziennie koło 19:00 ludzi jest jak mrówek. Wielcy Amerykanie przechadzają przez lobby do show theater lub do restauracji albo kasyna. Część z nich siada swoimi puszystymi tyłeczkami na  szerokich kanapach i nas słucha a druga część nie zwraca na nas uwagi. Co już zdążyliśmy zauważyć to fakt , że Amerykanie lubią country-bluesa i rock&rolla. Młodzi często zgłaszają prośby o granie np. Beyonce. Zazwyczaj mówimy wtedy , że zagramy dany utwór w następnym secie lub jutro po czym goście zapominają o wszystkim.  Raz w tygodniu mamy wolne, wtedy jakiś inny zespół nas zastępuje i gra w lobby zazwyczaj zmieniając nam całkowicie ustawienia na mikserze i monitorach co doprowadza nas do szału po każdym day off. Dwa tygodnie na statku a wydaję mi się jakbym był tu pół życia. Codziennie to samo sprawia , że czas się dłuży. Galvestone w tym tygodniu bardzo zimny , około 7 stopni na plusie natomiast Meksyk bardzo gorący ponad 30. Mając tyle czasu wolnego bo zazwyczaj do 17:00 nic nie robimy albo mamy treningi dla załogi, zacząłem analizować koszty carnivala oraz jego zarobki. Co się dowiedziałem statek dziennie zużywa 100 000 dolarów na paliwo. Przeciętnie kurs trwa tydzień. Pasażerów jest ok. 4 000 a załogi 1 500 osób. Średnio wakacje tygodniowe dla jednej osoby kosztują 600 dolarów. Jedzenie jest wliczone w cenę. Amerykanie płacą za pamiątki, kasyno, alkohol.  Na pewno Carnival sporo zarabia ale ile dokładnie.. jeszcze nie jestem w stanie tego stwierdzić. Sam internet w najtańszej opcji za 480 minut używania kosztuje 159 dolarów..  Ja wydaję ok. 700zł miesięcznie na to aby połączyć się z netem i napisać coś na facebooku albo odpisać na maila, dodatkowo internet w laptopie praktycznie nie działa, tylko na komórce można coś zrobić (komórka zużywa mniej danych, strony są skompresowane i szybciej się otwierają).. 3 tydzień zacznie się jak każdy poprzedni. Galvestone-Progresso-Cozumel-Galvestone. Kursy zmienią się 15 marca. Będziemy na morzu o dwa dni dłużej ale będziemy pływać przez Jamajkę (łojo jo jo joj, Bob Marley ). Cóż, statek Carnival śledziuch ( tak na niego mówię ponieważ piętra załogi tak pachną..) brnie do przodu a ja staram się nie odliczać dni tylko korzystać z ciepła zatoki meksykańskiej. Stay tuned. Rob

Share Button